Wiecie, czasem, kiedy się zastanawiam nad tymi wszystkimi stereotypami, nie tylko tymi, które dotyczą informatyków, ale w ogóle wszystkimi, dochodzę do wniosku, że żyjemy w jakimś dziwnym świecie. Tak dziwnym i nierzeczywistym, że tak zwana „wirtualna rzeczywistość” wydaje się przy nim samą najbardziej realną przestrzenią. Naprawdę, czasem mam wrażenie, że ktokolwiek tworzył nasz świat, zapomniał o paru opcjach w tym programie, jakim jest ludzkie życie, a kilka innych opcji z kolei spartaczył na całej linii. To tak, jakby kucharce wyszedł zakalec. Żyjemy, moi drodzy, w zakalcowatym świecie, nierzeczywistym i trudnym do ogarnięcia nawet dla umysłów ścisłych. Humaniści też mają z tym nie lada problem. Moja żona jest humanistką, oczywiście w odróżnieniu ode mnie (na szczęście, bo dzięki temu dopełniamy się) i ona również ma niekiedy problemy ze skumaniem tego świata. Ostatnio wymyśliliśmy, sącząc wieczorne drinki, termin „rzeczywista wirtualność”, który to termin, według nas, najlepiej opisuje kondycję współczesnego świata
Wielu ludzi, a zwłaszcza kobiet, myśli, że informatycy całe dnie i noce spędzają przed komputerem. Że pracują swoje osiem godzin, siedząc przy komputerze, a później wracają do domu i… siadają przed komputerem, gdzie spędzają kolejne wiele godzin. Kolejny stereotyp! Znam wielu informatyków, sam się zresztą do nich zaliczam, dla których, owszem, praca jest pasją, ale którzy mają również i inne pasje, na przykład fotografię, muzykę, żeglarstwo, jazdę na nartach czy łyżwach (sic!), czy nawet… filozofię! No i oczywiście… dziewczyny, che, che. Swoje własne żony czy narzeczone, a niekiedy, hmm, „potencjalne” narzeczone, że się tak wyrażę, subtelnie dość, jak na informatyka, nieprawdaż? Oczywiście zdarza się, że szara codzienność zmusza do spędzania prawie całej doby przy komputerze, ale wynika to raczej z nadmiaru pracy czy jakichś dodatkowych zleceń, niż z własnego, świadomego i nieprzymuszonego wyboru.
Miłe panie, przedstawię wam niniejszym kilka podstawowych zalet facetów, którzy są informatykami. Oczywiście w formie bardziej żartu, niż serio, bo każdy człowiek jest inny, ale… Jako że jest tyle żartów o informatykach, postanowiłem je trochę „odwrócić”, czyli ukazać informatyka w pozytywnym świetle, a związek z informatykiem zareklamować jako idealne rozwiązanie dla wielu współczesnych kobiet. Zaczynamy! Przede wszystkim, podstawową zaletą informatyka jest to, że zna się na komputerach, więc jeśli będziesz miała kiedyś jakiś problem ze sprzętem, twój partner szybciutko ci go naprawi. A jeśli jest na przykład webmasterem, czyli nie zna się za bardzo na samym sprzęcie, bo przecież zajmuje się głównie tworzeniem stron internetowych, przynajmniej będzie wiedział, gdzie zanieść zepsuty sprzęt. A może jego kumpel z pracy, jakiś inny informatyk, wpadnie na piwo i przy okazji naprawi twój komputer? Informatyk nie szlaja się po nocach, bo woli zacisze własnego domu, i własnego kompa. Zalet informatycy posiadają bez liku – zatem, drogie panie, do dzieła!
Moja żona, kiedy mnie poznała, a było to jeszcze w czasie naszych studiów – ja studiowałem informatykę, a ona dziennikarstwo – owszem, pomyślała na początku o tych stereotypach. I chociaż spodobaliśmy się sobie właściwie od pierwszego spotkania w kuchni w akademiku, w którym wówczas mieszkaliśmy, miała pewne obawy. Na randkę – taką “prawdziwą” – dała się zaprosić dopiero wtedy, kiedy byliśmy już dobrymi kumplami, czyli kiedy już wiedziała, że nie jestem zapatrzonym jedynie w ekran kompa pół-cyborgiem. Oczywiście wszystko się udało i do dzisiaj, to jest po paru latach dość udanego małżeństwa, jesteśmy razem i jest dobrze. Ale nawet mój przypadek pokazuje, z jaką rezerwą dziewczyny podchodzą do informatyków. Znam wielu informatyków-singli, którzy są sami albo z własnego, świadomego wyboru, albo właśnie dlatego, że dziewczyny „uciekają”, nawet jeszcze zanim zostaną zaproszone na randkę, kiedy dowiedzą się o tym, że koleś jest informatykiem. Dziewczyny, nie bójcie się nas!
Wszyscy znają te żarty o żonie czy dziewczynie programisty, czy zresztą każdego innego informatyka. Od lat panuje w naszym kraju przekonanie, że informatycy to nudni goście w okularach, ubierający się byle jak, bez gustu, a żona czy dziewczyna albo narzeczona informatyka to osoba ciągle niezaspokojona i znudzona życiem z człowiekiem, dla którego najważniejszy jest komputer. Ech, jak mnie denerwują te żarty i stereotypy. Spośród wszystkich informatyków, których znam, a znam ich naprawdę wielu, nie tylko z własnej pracy, większość tworzy normalne związki. No i sami są, na litość boską, w miarę normalnymi ludźmi. Nie rozumiem więc i chyba nigdy nie zrozumiem, skąd aż tyle żartów właśnie o informatykach. Dlaczego nie ma żadnych kawałów o bibliotekarzach na przykład? Przecież oni, stereotypowo patrząc, mogliby wydawać się znacznie bardziej nudni niż informatycy. Podobno informatycy kochają komputery bardziej niż swe żony. Zamierzam tu udowodnić, że to nieprawda!